wtorek , 23 Lipiec 2019

Home » Odradzam to » Wielka kłótnia! A co by było, gdyby nie świadkowie?

Wielka kłótnia! A co by było, gdyby nie świadkowie?

11 marca 2014 13:28 Kategoria: Odradzam to, Wszystkie Komentarzy: A+ / A-
Złość (fot. Tobias Toft, sxc.hu)

Złość (fot. Tobias Toft, sxc.hu)

Często bywamy świadkami wymiany zdań, która urasta do rangi kłótni. Co działa jak katalizator? My! Właśnie to, że obok poróżnionych stron jest jeszcze strona trzecia – jedna lub więcej osób, mimowolnych świadków zdarzenia. To tak powszechna sytuacja, że umyka nam fakt, że sam przedmiot sporu często nie jest przyczyną jego wyewoluowania do totalnej wojny pomiędzy stronami. Jest nią obecność przypadkowych „obserwatorów” pomiędzy stronami trudnych ustaleń.

Weźmy taki przykład.
Osoba A, ma z osobą B spór o „kwestię sporną” (tak nazwijmy powód, niezależnie od tego co by to było).
Sytuacja I.

Osoba A i B muszą szybko rozwiać spór o „kwestię sporną”. Siedzą akurat na tzw. open space w firmie, ich rozmowie choć biernie – za to nie z własnej woli – przysłuchują się koledzy i koleżanki z działu. Zaczyna się od wypominania zdarzeń z przeszłości. Nikt nie jest nikomu dłużny. Pojawiają się niewybredne epitety. Akcja = reakcja. W efekcie żadna ze stron nie osiąga pożądanego rezultatu, obydwie strony tracą, przy czym każdej przybyło mocnego wroga… i wstydu.

Ciężko  pojąć dlaczego tak wiele osób nie zauważa związku pomiędzy faktem przebywania świadków w miejscu w którym dochodzi do sporu, a wynikiem tego sporu, który zawsze jest niekorzystny dla obu stron konfliktu. Czy znajdziemy choć jedna osobę, która lubi gdy ją ktoś poucza, punktuje, obraża w obecności innych? Czy ktoś z nas ceni sobie sytuacje, w których interlokutor podnosi na nas głos w obecności innych? Takie osoby albo stają się naszymi wrogami, albo co najmniej nie darzymy ich sympatią.
Dlaczego więc część z nas wchodzi w spory w obecności osób trzecich?

Sytuacja II.

A i B spotkały się na korytarzu w firmie, zaczynają rozmowę, tym razem bez obecności świadków. Każda ze stron ma większe pole do manewru, do ustępstw, kompromisu. Dlaczego? Bo nawet jeśli zdarzą się tu ustępstwa, to w tak wąskim gronie nie grożą one utratą wizerunku. Nawet jeśli sytuacja rozwiąże się wynikiem „wygrany-przegrany”, to jedna osoba zyskała to co chciała, a druga nie straciła publicznie twarzy, co nie jest możliwe w sytuacji nr 1.

W sytuacji nr 1 górę nad racjonalnym myśleniem, negocjowaniem biorą emocje. Na open space kurz opadnie, ale pozostaje wzajemna niechęć pomiędzy stronami (w najlepszym wypadku) oraz zakłopotanie mimowolnych świadków.

Nie możesz uzyskać jednoznacznych odpowiedzi w sprawach służbowych? Przeczytaj jaki jest sposób na „wodolejców” >>>

Czy tak powinni zachowywać się dorośli ludzie? Niestety bardzo często tak jest. I wówczas zawsze tracą. A wystarczy zadbać o to by rozmowa odbyła się w cztery oczy, stworzyć do tego warunki, np. poprosić drugą stronę właśnie o wyjście „na stronę”. Gdy widzimy, że za chwilę może dojść do niekontrolowanej wymiany zdań, wyjdźmy z inicjatywą – dajmy znać, że powinniśmy to omówić twarzą w twarz, na osobności.

W każdej organizacji istnieje hierarchia stanowisk. Są podwładni i przełożeni. Sytuacje konfliktowe rozwiązywane są łatwiej jeśli ich (mimowolnymi) świadkami są osoby z tego samego szczebla. Całkowicie inny, niszczący obrót przyjmują spory, których świadkami są współpracownicy z innych – nieważne czy niższych, czy wyższych szczebli. Porażka w obecności podwładnego czy szefa „boli” podwójnie – zwiększa agresję  w analogicznym stopniu, nawet jeśli przez agresora postrzegana jest tylko jako obrona na atak.

Warto o tym pamiętać.

Wielka kłótnia! A co by było, gdyby nie świadkowie? Reviewed by on . [caption id="attachment_1251" align="aligncenter" width="567"] Złość (fot. Tobias Toft, sxc.hu)[/caption] Często bywamy świadkami wymiany zdań, która urasta do [caption id="attachment_1251" align="aligncenter" width="567"] Złość (fot. Tobias Toft, sxc.hu)[/caption] Często bywamy świadkami wymiany zdań, która urasta do Rating: 0

Zostaw komentarz

scroll to top